

Dorastałem w chaosie. Był ból. Była pustka. Dopiero później pojawił się sens. Dziś mam żonę, trójkę dzieci, czarny pas i tytuły mistrza świata. Ale moje życie nie zaczęło się w tym miejscu. Zanim zostałem coachem, była przemoc, uzależnienia i więzienie. Byłem zagubiony i chciałem po prostu poczuć cokolwiek prawdziwego.
Dziś moja misja jest prosta:
„Pomagam migrantom uwolnić się od wstydu poprzez akceptację siebie, żeby w końcu poczuli, że są wystarczający.”
Bez fałszywych historii. Bez ściemy. Prawdziwa zmiana, od środka na zewnątrz. To nie jest idealne życie z Instagrama. To droga człowieka, który przejął odpowiedzialność za siebie i dziś pomaga innym zrobić to samo.
Dziś czuję siłę w ciele, jasność w głowie, spokój w domu i skupienie na tym, co naprawdę ważne.
Jeśli ja mogłem to zrobić, Ty też możesz.
Dorastałem w chaosie. Był ból. Była pustka. Dopiero później pojawił się sens. Dziś mam żonę, trójkę dzieci, czarny pas i tytuły mistrza świata. Ale moje życie nie zaczęło się w tym miejscu. Zanim zostałem coachem, była przemoc, uzależnienia i więzienie. Byłem zagubiony i chciałem po prostu poczuć cokolwiek prawdziwego.
Dziś moja misja jest prosta:
„Pomagam migrantom uwolnić się od wstydu poprzez akceptację siebie, żeby w końcu poczuli, że są wystarczający.”
Bez fałszywych historii. Bez ściemy. Prawdziwa zmiana, od środka na zewnątrz. To nie jest idealne życie z Instagrama. To droga człowieka, który przejął odpowiedzialność za siebie i dziś pomaga innym zrobić to samo.
Dziś czuję siłę w ciele, jasność w głowie, spokój w domu i skupienie na tym, co naprawdę ważne.
Jeśli ja mogłem to zrobić, Ty też możesz.


Nie dorastałem w spokoju. Urodziłem się w Polsce, gdzie chaos był normalnością. Alkohol był częścią codzienności, a emocje nie miały znaczenia. Tata pracował za granicą. Przyjeżdżał na dwa tygodnie, potem znikał na miesiące. Nie czułem, że mam ojca. Szybko się nauczyłem jednego: jeśli pokazujesz emocje, jesteś słaby. Więc zamknąłem się w sobie, stwardniałem i szedłem dalej.
Kiedy przeprowadziliśmy się do UK, nie zrobiło się lepiej. Liczyłem na nowy start, a dostałem prześladowanie. Śmiali się z mojego akcentu, ubrań, z tego, że byłem „obcy”. Każdy dzień był walką. Nie chciałem tej walki. Zacząłem uciekać z domu. Przestałem chodzić do szkoły. Frekwencja spadła do 50 procent. Oceny były tak słabe, że nauczyciele przestali we mnie wierzyć. Moja przyszłość wydawała się już stracona.
Ten ból zamienił się w złość, wstyd i samotność. A ponieważ nie miałem gdzie tego wyrzucić, poszedłem w złą stronę. Narkotyki. Alkohol. Przemoc. Przez chwilę pomagało zapomnieć. Ale oddalało mnie coraz bardziej od tego, kim naprawdę byłem. Uciekałem dalej, ale ból szedł za mną. W wieku 18 lat trafiłem do więzienia.
Nawet po wyjściu z więzienia nie było łatwo. Ciągle pakowałem się w kłopoty. Policja zatrzymywała mnie bez przerwy. Czułem się, jakbym miał diabła i anioła na ramionach. Jeden mówił: „Zniszcz wszystko”. Drugi szeptał: „Jeszcze możesz się zmienić”. Nie wiedziałem, którego głosu słuchać. Ale jedno we mnie zostało. Nigdy nie przestałem marzyć. Zawsze chciałem czegoś więcej.
Coś jednak zaczęło się zmieniać dużo wcześniej. Miałem 13 lat, gdy poznałem mojego trenera karate. Nie uczył tylko kopnięć i uderzeń. Uczył dyscypliny, szacunku i życia według wartości. Pokazał mi inną stronę życia. Skupienie. Cele. Sens. Wtedy nie rozumiałem, jak to było ważne. Dziś widzę to jasno. Zasiał we mnie ziarno, które później mnie uratowało. Zawsze będę mu za to wdzięczny. Bez niego nie wiem, gdzie bym dziś był.
Wciąż trudno było zostawić przeszłość. Tamto życie było znajome, nawet jeśli bolało. Ale ten trener pokazał mi inną drogę. Kierunek do przodu.
Później złożyłem papiery na uniwersytet. Miałem słabe oceny. Kartotekę. A mimo to powiedzieli „tak”. Nie dlatego, kim byłem w szkole, ale kim byłem na macie. Zobaczyli we mnie wojownika. To jedno „tak” zmieniło wszystko.
And it worked.
Na ostatnim roku studiów, podczas nauki rehabilitacji sportowej, dowiedziałem się, że zostanę ojcem. Jedno zdanie. I wszystko się zmieniło. Nie miałem pieniędzy, stabilności ani własnego miejsca. Tylko mały pokój. Ale miałem już powód. Brałem każdą pracę, jaką mogłem. Budowa. Magazyny. Malowanie. Cokolwiek było potrzebne, żeby utrzymać rodzinę.
Zaczął się nowy etap, a presja była ogromna. Długie godziny pracy, ten sam schemat dzień w dzień, zero czasu dla siebie. To zaczęło mnie dobijać. Budziłem się zmęczony i wracałem jeszcze bardziej zmęczony. Nie czułem, że żyję. Po prostu funkcjonowałem. Każdego dnia wracało to samo pytanie: „Czy to naprawdę wszystko?”.
Zrozumiałem, że chcę czegoś więcej. Nie tylko więcej pieniędzy, ale więcej sensu. Więcej celu. Chciałem być obecny dla rodziny, a nie tylko ją utrzymywać. Chciałem być dumny z życia, które buduję, a nie tylko je przetrwać.
Wtedy coś we mnie pękło i jednocześnie się poukładało. To był pierwszy prawdziwy punkt zwrotny. Moment, w którym tryb przetrwania zaczął zamieniać się w wizję. Podjąłem odważną decyzję. Otworzyłem własny klub karate. Połączyłem pasję, dyscyplinę i wewnętrzny napęd, żeby stworzyć coś swojego. I to zadziałało.


Na ostatnim roku studiów, podczas nauki rehabilitacji sportowej, dowiedziałem się, że zostanę ojcem. Jedno zdanie. I wszystko się zmieniło. Nie miałem pieniędzy, stabilności ani własnego miejsca. Tylko mały pokój. Ale miałem już powód. Brałem każdą pracę, jaką mogłem. Budowa. Magazyny. Malowanie. Cokolwiek było potrzebne, żeby utrzymać rodzinę.
Zaczął się nowy etap, a presja była ogromna. Długie godziny pracy, ten sam schemat dzień w dzień, zero czasu dla siebie. To zaczęło mnie dobijać. Budziłem się zmęczony i wracałem jeszcze bardziej zmęczony. Nie czułem, że żyję. Po prostu funkcjonowałem. Każdego dnia wracało to samo pytanie: „Czy to naprawdę wszystko?”.
Zrozumiałem, że chcę czegoś więcej. Nie tylko więcej pieniędzy, ale więcej sensu. Więcej celu. Chciałem być obecny dla rodziny, a nie tylko ją utrzymywać. Chciałem być dumny z życia, które buduję, a nie tylko je przetrwać.
Wtedy coś we mnie pękło i jednocześnie się poukładało. To był pierwszy prawdziwy punkt zwrotny. Moment, w którym tryb przetrwania zaczął zamieniać się w wizję. Podjąłem odważną decyzję. Otworzyłem własny klub karate. Połączyłem pasję, dyscyplinę i wewnętrzny napęd, żeby stworzyć coś swojego. I to zadziałało.

Od tamtej pory zostałem wielokrotnym mistrzem świata w karate i kickboxingu, trenowałem setki dzieci i nastolatków oraz pomagałem rodzinom odbudowywać pewność siebie dzięki sportowi i strukturze. Ale najważniejsza praca nie wydarzyła się na macie. Wydarzyła się tam, gdzie przez lata siedział wstyd.
Gdy moja sytuacja się ustabilizowała i pojawiła się przestrzeń, żeby złapać oddech, zacząłem patrzeć do środka. Zobaczyłem, jak bardzo wstyd rządził moimi decyzjami. Pchał mnie do ciągłego udowadniania, do pracy ponad siły, do noszenia maski „ogarniętego”, gdy w środku było pusto. Zrozumiałem, że sukces w sporcie czy biznesie nic nie znaczy, jeśli wstyd wciąż mówi, że jesteś „nie dość”.
Zacząłem przyglądać się zdrowiu, relacjom i temu, jak pokazuję się światu jako mężczyzna, partner i ojciec. Zobaczyłem, jak życie za granicą wzmacnia wstyd. Akcent. Porównywanie się. Presja, której nikt nie widzi. Ciągłe poczucie, że trzeba zasłużyć na miejsce. Chciałem znaleźć sposób, żeby przestać tylko przetrwać i w końcu poczuć spokój.
Testowałem rutyny, nawyki i konkretne narzędzia, które pomagały rozbrajać wstyd zamiast go maskować. Krok po kroku. Poprawił się sen, energia, komunikacja w domu. Nauczyłem się reagować bez ucieczki i bez zaciśniętych zębów. Zacząłem czuć ugruntowanie i prawdziwe bycie sobą.
Przeszedłem psychoterapię. Zmierzyłem się z traumą i z tym, czego latami unikałem. Kawałek po kawałku wstyd tracił kontrolę, a ja odzyskiwałem siebie. Przez ostatnie ponad 10 lat widziałem to samo u innych. Uśmiechy, za którymi kryje się wstyd. Migrantów dźwigających ciężar w ciszy. Rodziców na granicy wypalenia. Ludzi, którzy robią wszystko „jak trzeba”, a w środku czują, że są nie dość. I właśnie dlatego to rozumiem.

Od tamtej pory zostałem wielokrotnym mistrzem świata w karate i kickboxingu, trenowałem setki dzieci i nastolatków oraz pomagałem rodzinom odbudowywać pewność siebie dzięki sportowi i strukturze. Ale najważniejsza praca nie wydarzyła się na macie. Wydarzyła się tam, gdzie przez lata siedział wstyd.
Gdy moja sytuacja się ustabilizowała i pojawiła się przestrzeń, żeby złapać oddech, zacząłem patrzeć do środka. Zobaczyłem, jak bardzo wstyd rządził moimi decyzjami. Pchał mnie do ciągłego udowadniania, do pracy ponad siły, do noszenia maski „ogarniętego”, gdy w środku było pusto. Zrozumiałem, że sukces w sporcie czy biznesie nic nie znaczy, jeśli wstyd wciąż mówi, że jesteś „nie dość”.
Zacząłem przyglądać się zdrowiu, relacjom i temu, jak pokazuję się światu jako mężczyzna, partner i ojciec. Zobaczyłem, jak życie za granicą wzmacnia wstyd. Akcent. Porównywanie się. Presja, której nikt nie widzi. Ciągłe poczucie, że trzeba zasłużyć na miejsce. Chciałem znaleźć sposób, żeby przestać tylko przetrwać i w końcu poczuć spokój.
Testowałem rutyny, nawyki i konkretne narzędzia, które pomagały rozbrajać wstyd zamiast go maskować. Krok po kroku. Poprawił się sen, energia, komunikacja w domu. Nauczyłem się reagować bez ucieczki i bez zaciśniętych zębów. Zacząłem czuć ugruntowanie i prawdziwe bycie sobą.
Przeszedłem psychoterapię. Zmierzyłem się z traumą i z tym, czego latami unikałem. Kawałek po kawałku wstyd tracił kontrolę, a ja odzyskiwałem siebie. Przez ostatnie ponad 10 lat widziałem to samo u innych. Uśmiechy, za którymi kryje się wstyd. Migrantów dźwigających ciężar w ciszy. Rodziców na granicy wypalenia. Ludzi, którzy robią wszystko „jak trzeba”, a w środku czują, że są nie dość. I właśnie dlatego to rozumiem.
Dziś z dumą nazywam się akredytowanym coachem. Łączę doświadczenie z prawdziwego życia z konkretnymi narzędziami i sprawdzonymi modelami, by pomagać migrantom i profesjonalistom wychodzić spod wpływu wstydu i działać na wysokim poziomie, bez poświęcania zdrowia, rodziny czy radości z życia.
Nie jestem terapeutą. Nie diagnozuję i nie „naprawiam” ludzi. Jestem coachem, który przeszedł drogę od chaosu do jasności, od presji i wstydu do spokoju i realnej skuteczności.
Jestem też na końcowym etapie szkolenia NLP Master. To pozwala mi pracować z wstydem jeszcze głębiej. NLP daje bardzo konkretne narzędzia do zmiany tego, jak myślisz o sobie, jak reagujesz emocjonalnie i jakie schematy uruchamiają się automatycznie. To skuteczne, bo działa na poziomie, na którym wstyd naprawdę powstaje. Już teraz pomogło wielu moim klientom przerwać stare wzorce, wyjść z blokad opartych na „jestem nie dość” i zacząć działać bez ciągłego udowadniania.
Nie ma znaczenia, z jakiego miejsca startujesz.
Nie ma znaczenia, ile wstydu nosisz ani jak bardzo czujesz się teraz zagubiony.
Możesz zmienić swoje życie.
I zaczyna się to w chwili, gdy przestajesz wierzyć wstydowi.


Dziś z dumą nazywam się akredytowanym coachem. Łączę doświadczenie z prawdziwego życia z konkretnymi narzędziami i sprawdzonymi modelami, by pomagać migrantom i profesjonalistom wychodzić spod wpływu wstydu i działać na wysokim poziomie, bez poświęcania zdrowia, rodziny czy radości z życia.
Nie jestem terapeutą. Nie diagnozuję i nie „naprawiam” ludzi. Jestem coachem, który przeszedł drogę od chaosu do jasności, od presji i wstydu do spokoju i realnej skuteczności.
Jestem też na końcowym etapie szkolenia NLP Master. To pozwala mi pracować z wstydem jeszcze głębiej. NLP daje bardzo konkretne narzędzia do zmiany tego, jak myślisz o sobie, jak reagujesz emocjonalnie i jakie schematy uruchamiają się automatycznie. To skuteczne, bo działa na poziomie, na którym wstyd naprawdę powstaje. Już teraz pomogło wielu moim klientom przerwać stare wzorce, wyjść z blokad opartych na „jestem nie dość” i zacząć działać bez ciągłego udowadniania.
Nie ma znaczenia, z jakiego miejsca startujesz.
Nie ma znaczenia, ile wstydu nosisz ani jak bardzo czujesz się teraz zagubiony.
Możesz zmienić swoje życie.
I zaczyna się to w chwili, gdy przestajesz wierzyć wstydowi.

Nie jesteś sam. Nie jesteś zepsuty. Przez lata niosłeś wstyd i każdego dnia udowadniałeś swoją wartość w obcym kraju. Czas w końcu poczuć, że jesteś wystarczający.
Napisz do mnie lub umów bezpłatną rozmowę wstępną. Zbudujemy akceptację siebie, jasne granice i spokojną energię, dzięki której życie stanie się lżejsze. W pracy i w domu.
Zasługujesz na coś więcej niż samo przetrwanie.
Zasługujesz na spokój, dumę i życie, które naprawdę do Ciebie pasuje.
Z Tobą,
Kamil Hejmanowski
Coach Wstydu Migrantów | Czarny pas | Mistrz świata
Nie jesteś sam. Nie jesteś zepsuty. Przez lata niosłeś wstyd i każdego dnia udowadniałeś swoją wartość w obcym kraju. Czas w końcu poczuć, że jesteś wystarczający.
Napisz do mnie lub umów bezpłatną rozmowę wstępną. Zbudujemy akceptację siebie, jasne granice i spokojną energię, dzięki której życie stanie się lżejsze. W pracy i w domu.
Zasługujesz na coś więcej niż samo przetrwanie.
Zasługujesz na spokój, dumę i życie, które naprawdę do Ciebie pasuje.
Z Tobą,
Kamil Hejmanowski
Coach Wstydu Migrantów | Czarny pas | Mistrz świata

Copyright 2025. Kamil Hejmanowski LONDON. All Rights Reserved.
Facebook
Instagram
LinkedIn